Cholera.Jestem głodna.Mam ochotę na coś kalorycznego i ostrego.Zresztą wolę nie myśleć o jedzeniu bo ślinotoku dostanę i zaciapię klawiaturę a chciałabym dzisiaj trochę popisać.
Ostatnie dni w telegraficznym skrócie:
- Mam doła.STOP.Od kilku dni.STOP.Na zmianę z głupawką.STOP.Siedzę w domu i usiłuję się w końcu doleczyć z przeziębienia, niestety z mizernym skutkiem.Kaszel niby już minął ale pojawił się katar.
- Ogólnie mam spieprzone wakacje.Nigdzie nie wyjeżdżam, z nikim sie nie spotykam (wszyscy albo powyjeżdżali albo mnie olewają, ale o tym później).Sytuacja może sie poprawi gdy zapiszę się na kurs prawa jazdy, wtedy przynajmniej będę miała pretekst żeby się ruszyć z domu.
- Przez większą część doby siedzę i tracę wzrok przed komputerem robiąc buttony do fanlistingów.Moje nowe uzależnienie ^^
- Nie rysuję.Wena gdzieś uciekła i niezbyt chce mi się jej szukać.Sama przyjdzie jak zgłodnieje.
Obejrzałam sobie ostatnio pseudokomedię "Podkręć piłkę jak Beckham" (a może to było "Podaj piłkę jak Beckham"?Nie pamiętam.Zresztą NEVERMIND). Albo moje gusta są już tak wypaczone, że nie dostrzegają finezyjnego humoru albo ta komedia najzwyczajniej w świecie była nieśmieszna.Gdyby nie mój ulubiony Jonathanek, po pięciu minutach wyłączyłabym wideo.
ZTL dalej się grupuje.W dalszym ciągu beze mnie.I nic nie zapowiada mojego wielkiego powrotu na łono zespołu.Dopiero teraz, gdy jestem poza nim dostrzegam jak hermetyczne jest to towarzystwo.Szkoda mi najbardziej tego, że przyjaźnie zespołowe są takie ulotne, chwilowe.Myślałam, że odchodząc z ZTL-u nie stracę z nim kontaktu a tu okazało się, że wystarczy miesiąc by o mnie zapomniano.Teraz widzę, że straciłam te dwa lata.
Wróciłam do domu już w środę ale jakoś nie pałałam wielką chęcią dodania notki.Blog nie zając, w dodatku ten z Pitasa jest dodatkowo niewyrzucalny (Skasowac całkowicie się nie da).
Mam dość kaszlu.I alergii.I antybiotyków.Już drugi tydzień chodzę niczym stary gruźlik i tylko popijam syropy.Niedługo chyba wypluję płuca i trzeba je będzie metodą "na pych" umieszczać na swoich miejscach.
Eeeeeeeee.Odechciało mi się.
Bez odbioru.
Byłam u fryzjera.Dochodzę do wniosku, że ścięcie włosów to jeden z najlepszych sposobów na odreagowanie stresów dnia codziennego (poza oczywiście wywaleniem bloga ^^ ).
Idę sprzątać.W końcu dziś sobota. A jutro na wieś :D
Siedzenie w Lublinie przestało mnie zupełnie bawić.Chciałabym zrobić coś konstruktywnego a marnuję czas przed monitorem komputera.I nie chodzi nawet o to, że sobie wolnego czasu nie potrafię zorganizować.Chciałabym z kimś porozmawiać, gdzieś wyjechać, niestety wszyscy moi znajomi są zajęci własnymi sprawami i nie możemy się zgrać nawet na krótkie spotkanie. Cóż, priorytety w moim zyciu najwyraźniej się zmieniły.Kiedyś wakacje "ja i komop, komp i ja" były spełnieniem moich marzeń.Teraz potrzebuję kontaktu z innymi (No co?Introwertycy też potrzebują, zeby ich ktoś przytulił).Na kontakt z ZTL-owcami (Chyba baranami, bez obrazy dla baranów) nie ma najmniejszych szans.Są oni tak pochłonięci zgrupowaniem i obalaniem kolejnej flaszki w ramach odstresowania po trudach dnia, że nawet na sygnały nie odpowiadają ( W końcu się wnerwiłam i przestałam je puszczać.Narzucać się nigdy nikomu nie będę. ).
Jak ja się dawno nie widziałam z Mortee (Swoją droga mogłabyś coś w końcu na blogu napisać i udowodnić tym samym, że jeszcze nie zaczęłaś się rozkładać), Kasiulą, Sosną i Aniołkiem.Sniff.Ja chcę sabatu czarownic ;_;
Chcę zapisać się na kurs prawa jazdy.Mam dość jeżdżenia z tatą, który z wiekiem staje się coraz większym piratem drogowym (Mój rodziciel uważa, że naszym dziesięcioletnim Cieniasem da radę wyprzedzić Merce, Ople i Alfa Romeo.ZGROZA >.<)
Kończę bo tak i już.Idę.Porysuję albo książkę poczytam.Nie wiem.
Trzy dni w Hołownie bez kompa, bez Netu.Odpoczęłam psychicznie i fizycznie.Opaliłam się tak, że niedługo powinna mi zacząć schodzić skóra z pleców.Aż żal mi było wracać do Lublina.Tutaj nie mam nic innego do roboty jak siedzieć i robić nowe layouty na bloga.NUDA.
9.00 - 10.00 - Pobudka
10.00 - 12.00 - Kręcenie się po domu w piżamie, zapuszczanie Torrentów na kompie, okazyjnie oglądanie telewizji połączone z przysypianiem na fotelu.
12.00 - 12.30 - Śniadanie, prysznic.
12.30 - 14.00 - Random activities związane z kompem i programami graficznymi.
14.00 - 15.00 - Obiad (jedzony najczęściej przed monitorem komputera)
15.00 - 18.00 - Łażenie bez celu po Necie, szukanie bliżej nieokreślonych screenów, zgłebianie tajników HTML-a z cyklu "Dlaczego to KUR** nie działa??!"
18.00 - 19.00 - Zakupy, spacerek (W końcu kiedyś trzeba sie ruszyć z domu).
19.10 - 20.00 - "Kochane Kłopoty"
20.00 - ? - Komp.
I dlatego jutro koniecznie muszę wyjechać na wieś :D
[bosska]:21,Aries,student,s-ai & yaoi fangirl.Not very talktive, introverted, twisted, alien, afraids of being criticized, addicted to the Net (I to jeszcze jak uzależniona).
[Hobby]: reading fantasy and science-fiction books, drawing; creating layouts for my blog, fanlisting and homepages.
[Bands]: anything angsty and depressing.
[Songs]: "Crying in the rain" (A-Ha), "Ruiner" (NIN), "So Sad" (Gregorians), "The Bright Side of Life" ("Brian's Life" Soundtrack), "Something's gotten hold of my heart" (Marc Almond), "Learning to Fly" (Pink Floyd);
[Authors]: Terry Pratchett, Anne Rice, Neil Gaiman, Maja Lidia Kossakowska, A. Pilipiuk, Marion Zimmer Bradley, J.K. Rowling, Mercedes Lackey, Frank Herbert ;
[Food]: junk food, garlic sauce, kebab
[Manga]: X, RG Veda;
[M&A guys]: Monou Fuuma; Muraki Kazutaka, Touda, Kougaji, Sephirot, Naoe and other evil bastards with twisted personality :D