![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Instrukcja obsługi: WBIJAĆ SOBIE DO ŁBA AŻ POZBĘDĘ SIĘ KOMPLEKSÓW.Przynajmniej kilku
: Pamiętaj, że nie musisz
być w stu procentach doskonała/y -
iść za tłumem -
cenić destrukcyjnych ludzi -
prosić o coś ludzi nieżyczliwych -
pokazywać pełni swoich możliwości -
czuć się winną/ym za swoje pragnienia -
uczestniczyć w niemiłych sytuacjach -
rezygnować dla innych ze swojej tożsamości -
podtrzymywać niekorzystnych związków -
dawać czegoś, czego nie chcesz dawać -
zapominać o sobie bo inni tak chcą -
robić czegoś, bo tak wypada -
odmawiać sobie przyjemności -
udawać normalnej/ego -
Wednesday, February 2, 2005
Ferie!!!Piątkowe spotkanie w barze przy grzańcu , niezwykle udany sobotni wieczór filmowy połączony z turniejem gier "tłuczonych". W końcu czuję, że żyję.
Powoli gubię się w wątkach mojej telenoweli.Zaskakują mnie zwroty akcji.Postacie, które jak mi się do niedawna wydawało przestały odgrywac znaczącą rolę w moim życiu nagle się w nim pojawiają i wywołują zawirowania godne średniej wielkości tornada.
Mam tu na myśli don Martino Antonio Teodoro Ivo Eduardo Gonzalesa Orię.
Wszystko rozbija się o definicję.
Nawet już nie wiem w którym momencie nasza przyjaźń objęła swoim znaczeniem mizianie po twarzy, drapanie po rękach (niech żyją fetyszyści XD), przytulanie się na przystankach, masaż stóp, pocałunki w usta na przywitanie/pożegnanie.Być może przyciąga nas do siebie jakiś dawny sentyment, zażyłość wynikła z faktu, że znamy się długo i dobrze, że w swoim towarzystwie czujemy się bezpiecznie. Nie wiem.
Od pewnego czasu boję się angażować się w związki.Wiem, czym mogą się one skończyć.Dwa razy pod rząd dostać kopa od życia nie jest przyjemnie.Tym bardziej nie byłoby przyjemnie dostać trzeciego kopa, od osoby od której już się kiedyś oberwało.Nie chcę doszukiwać się na siłę w naszych relacjach jakiegoś głębszego sensu,w jego zachowaniu ukrytego "haczyka".Są to jedynie hipotetyczne rozważania z serii "co by było gdyby".
Wiem, że w pewnym sensie nasz telenowelowy amant zmienił się na lepsze, nie wiem tylko w jakim stopniu.Odbyłam z nim kilka szczerych rozmów.Nie mam jednak pewnosci, że by mnie ponownie nie skrzywdził.
Nie mogę mieć gwarancji na to, że spędzę z kimś całe życie, że kolejny związek będzie tym właściwym (nigdy tak nie zakładałam i dalej nie zakładam), ale męczy mnie ciągłe przyjmowanie ciosów.Nie mam chitynowego pancerzyka, którym mogłabym się osłonić.
Przejmuję się czymś, czym wogóle nie powinnam się przejmować.Cóż, widocznie się nudzę :P
Sunday, January 30, 2005
[edit: notka z dnia 28.01.05]
Ponieważ już kolejna osoba z rzędu zwraca mi uwagę na to, że w tekście z dnia 12 stycznia (wyedytowany 16.01.05) użyłam niepoprawnego sformułowania, spieszę wyjaśnić:
Persona non grata to zwrot poczodzący z łaciny, ja natomiast użyłam jego odpowiednika z języka włoskiego. Persona ingrata jest jak najbardziej poprawne :)
[edit end]
Przemęczona.Powoli zaczynają mi się szare komórki lasować.Zauważyłam to dziś rano gdy lekko nietomna po czterech godzinach snu usiłowałam schować cukiernicę do lodówki.Jeszcze trochę i na widok książek będę dostawać wysypki.
Chcę się w końcu wyspać, przestać wegetować przy biórku o kawie i batonikach czekoladowych, odstawić prochy na żołądek.Chcę pójść na piwo, do kina na Kontrolerów, na dicho poszaleć przy tych wszystkich "umcach" , "bęcach" i "łupach".
...
A teraz wracam do nauki =_=
Monday, January 24, 2005
Czuję się jak aktorka kiepskiej telenoweli made in Brasil albo Argentina.Brzydal i jego wesoła kompania wciąż widocznie nie mogą przeboleć, że ośmieliłam się mieć w głębokim poważaniu ich doborowe towarzystwo, bo co jakiś czas wyskakują z dziwnymi zagrywkami.W miniony poniedziałek spotkałam na ulicy Jaśnie Wielmożnego Pana Kolegę, który na mój widok zaczął bacznie obserwować płytki chodnikowe (jeszcze nie daj Boże zaczęłyby mu spod butów uciekać) przy okazji zmieniając trasę marszu tak aby ominąć mnie mozliwie jak najszerszym łukiem.Czyżby wyżej wymieniony osobnik bał się spojrzeć mi prosto w twarz? Nie przypuszczam żeby obawiał się, że go pobiję, w końcu jest ode mnie prawie dwa razy większy.
Prawda kole w oczy.
Z kolei we wtorek Brzydal odstawił na próbie szopkę zwracając mi w obecności kilkunastu osób z zespołu rzeczy, które ode mnie dostał/pożyczył (Na liście przedmiotów do zwrotu zapomniał jednak umieścić pieniędzy za tłumaczenie, które dla niego wykonałam.Ot, skleroza). Niestety w roli Urażonej Księżniczki wypadł mało przekonująco.Mina męczennika i teatralne gesty niewiele pomogły.What a pity.
Swoją drogą, więcej takich akcji panie Zranione Ego.Dzięki nim coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że słusznie postąpiłam tego pamiętnego Sylwestra.
O tak! W końcu odczuwam satysfakcję :>
A teraz coś z zupełnie innej beczki:
Po kilku latach ślęczenia z nosem w książkach moje oczy odmówiły współpracy.Literki zaczęły mi się dziwnie rozmazywać a głowa bolała mnie prawie codziennie.Dlatego wybrałam się do okulisty i wczoraj dołączyłam do elitarnego grona okularników *tuli się do oprawek koloru dark burgundy* .
I tym optymistycznym akcentem kończę ^^.
* dla niewtajemniczonych: elementy czysto gramatyczne, pozbawione znaczenia
Sunday, January 23, 2005
[edit: notka z dnia 16.01.05]
Jestem zmęczona.Znowu wyszło na to, ze jestem złą, złosliwą wiedźmą.W dodatku niezrównoważoną, bo ośmieliłam się stanąć w obronie własnej osoby, nie położyłam głowy pod topór tylko napisałam dwie kąśliwe notki.Zresztą, w tym momencie też ciężko jest mi powstrzymać się od sarkazmu.
Jak ja wogóle mogłam tak "oczernić" biednego kumpla i resztę działkowiczów! Przecież okazali się wzorowymi gospodarzami, włożyli tyle serca w to, żebym nie poczuła się jak "dziwka" "śpiąc" z Brzydalem na górze.O ja niedomyślna! Nie potrafiłam odczytać prawidłowo waszych intencji.Zapewne winić za to należy archaiczne zasady wpojone mi przez rodziców, według których aby gość nie poczuł się persona ingrata gospodarz powinien ustąpić swoje łóżko wybierając choćby podłogę.
Zresztą, gdyby Jaśnie Wielmożny Pan Kolega i jego Księżna Udzielna choć odrobinę wysilili szare komórki znaleźliby kilka sposobów na rozwiązanie tej niezręcznej sytuacji.Podrzucam dwa z nich:
- Wystarczyłoby po prostu zwrócić się do mnie "Słuchaj, jest taka sprawa.Na górze nie ma już wolnych pojedynczych łóżek, jest wolne miejsce u Brzydala, ale w zaistniałej sytuacji może wolałabyś przespać się w pokoiku gościnnym na dole.Decyzja należy do ciebie."
albo
- "Wiesz, ja dzisiaj bedę spał w jednym łóżku z Brzydalem, a ty, jeśli chcesz, prześpisz noc z Księżną Udzielną w naszym pokoju na górze."
Żeby wpaść na takie rozwiązanie wyżej wymieniona dwójka musiałaby się zdobyć na wielkie, wręcz heroiczne poświęcenie.Musiałaby też nauczyć się rozgraniczać znaczenie zwrotów "spać z kimś" a "uprawiać z kimś sex". To nie są synonimy.
Przydałoby się tez zajrzeć do słownika i sprawdzić znaczenia słów takich jak "oczernienie", "zniesławienie", "pomówienie" i "zniewaga" bo uzywając ich bezmyślnie mozna narazić się na kpinę ze strony osób lepiej doinformowanych.
Polecałabym także zapoznac się dokładnie z definicją terminu "blog". Powód taki jak powyżej.
Jak też wogóle śmiałam was narazić na stres nie mówiąc wam, że wyjeżdżam z działki dlatego, ze niezręcznie się między wami czuję, tylko tłumacząc się złym stanem zdrowia mojej mamy.Jesteście w końcu tacy wrażliwi, tak wszystko dogłębnie przeżywacie! Byle uwaga jest w stanie doprowadzić was do palpitacji serca, zmotywować do wywołania burzy w szklance wody.Więcej opanowania.Jeśli na każde próby krytyki będziecie tak gwałtownie reagować nie dociągniecie do trzydziestki.
Powinniscie także zapoznac się z książką "Erystyka-czyli sztuka prowadzenia sporów" (F.W. Nietzsche) bo podczas kłótni wykazujecie się totalnym brakiem poziomu.Mam tu na mysli zwłaszcza ciebie, panie "Jaki ja jestem Oryginalny i Wspaniały". Wiem, że rozsiewanie plotek i czesto nie do końca zgodnych z prawdą informacji nalezy do jednego z twoich ulubionych zajęć, ale z łaski swojej powstrzymaj się od "poprawiania" mojej opinii w oczach znajomych.Takie zabiegi nie przyniosą ci chwały.
Jeśli potrafisz operować tylko chwytami zapozyczonymi spod budki z piwem twoja kultura osobista wymaga natychmiastowej reanimacji.
Szczerze mówiąc, jest mi ciebie szkoda.Z taką postawą jaką obecnie przyjmujesz daleko nie zajedziesz.Zachowałeś się jak ostatnia szynka, teraz próbujesz się wybielić cudzym kosztem.
Biedny mały-duży chłopiec.Grabki, łopatka i do piaskownicy.
I tak oto pali się za soba mosty.Czy jest mi przykro?Zapewne odrobinę na poczatku było.Teraz okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie.Wysokie cokoły, słomiane snopki.
Wednesday, January 12, 2005
Dziwi mnie zadufanie w sobie, przekonanie o nieomylności własnych osądów niektórych osób.Szkoda tylko, że przy pierwszej próbie kopniecia w piedestał ( na którym zresztą sami się postawili ) bardzo łatwo z niego spadają.I wtedy okazuje się, że ze snobów stają się snopkami.Ze słomy.
Sunday, January 9, 2005
- Jesteś egoistą, przebrzydłym egocentrykiem, cholernym Narcyzem z zapędami despotycznymi, który nie potrafi słuchać.
- Być może inteligencją przewyższasz rozwielitkę ale jeszcze daleko ci do doskonałości.Robisz wokół własnej osoby pusty szum, z którego nic nie wynika.Uważaj, prędzej czy później ta autokreacja wszystkim się znudzi.
- Spróbuj dla odmiany czasami zastanowić się co czują inni.Twoje zgryźliwe uwagi ranią.Nie wszyscy są uzbrojeni w hitynowy pancerzyk albo posiadają zdolność "przełykania" kąśliwych tekstów.Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile razy nieświadomie kogoś uraziłeś.
- Mam już dość udawania, że jestem zachwycona pomysłem przejscia na stopę przyjacielską. Jak wogóle mogłeś w taki sposób mnie potraktować? Wydaje ci się, że skoro ty wszystko przemyślałeś i doszedłeś do takich a nie innych wniosków to ja pokornie muszę się z twoją decyzą pogodzić.A gówno prawda!
- Jakie "rozstaliśmy się" ??? To niby oboje podjęlismy taką decyzję?Ciekawe, że wcześniej nie skonsultowałeś tego ze mną.Jak pojawia się problem to najpierw próbuje się go rozwiązać poprzez ROZMOWĘ (Zapewne słyszałeś o czymś takim, ale z tego co zauważyłam nieczęsto się tą formą komunikacji posługujesz.Wolisz monologi.) .
- I co to ma niby być? "Przywróćmy nasze relacje na stopę przyjacielską" i "Zobaczysz, jeszcze się bedziemy z tego śmiali" ??? Nie dość, że poleciałeś po najbardziej oklepanych tekstach, to jeszcze użyłeś tych, o których rozmawialiśmy, że nigdy nie chcielibyśmy ich znowu od kogoś bliskiego usłyszeć.
- Nie ma czegos takiego jak "przyjaźń po związku". A przynajmniej nie w tym przypadku. Ty znowu widocznie mierzysz mnie własną miarą i z góry zakładasz, że skoro ty nic już nie czujesz, to ja zapewne też.
- Jesli autentycznie nic do mnie nie czujesz odpierwiastkuj się ode mnie i zostaw w spokoju, jesli nie jesteś w stanie zapewnić mi miłości nie potrzebuję twojej przyjaźni.
[edited 08.01.05]
- Na prezent urodzinowy znajomi powinni kupić ci kompas albo mapę, żebyś się przypadkiem więcej w związkach nie "gubił" (Zresztą w tym przypadku kolejny raz usiłowałeś mi wcisnąć rutyniarski tekst.Więcej kreatywności.)
Chwilowo koniec, jak jeszcze coś wymyślę to napiszę.Odrobinę mniej sfrustrowana bosska.
Tylko prosze mi wytłumaczyć dlaczego na tym nieczułym imbecylu tak mi jeszcze zależy?Hę?
Wednesday, January 5, 2005
Baby, there's something going on today
But I say nothing, nothing, nothing,
Nothing, nothing, nothing, nothing
Frustracja sięga zenitu >.<
Tuesday, January 4, 2005
Łazi za mną piosenka Scootera "Shake That!". Niestety cholernie łatwo wpada w ucho i dlatego teraz chodzę po domu i nucę "Shake shake shake, shake shake shake.Shake you booty, shake your booty!" =_= Czy są na to jakieś tabletki?
Odnosnie Sylwestra: Tak jak już w poprzedniej notce wspominałam bawiłam się naprawdę dobrze.Przyjemnie było poobserwować co z ludzi wyłazi pod wpływem alkoholu :) I w końcu nie czułam się jak intruz.Do domu wróciłam koło godziny siódmej.
Czy wspominałam już, że nie lubię niewyjaśnionych sytuacji?Heh, zapewne setki razy, ale napiszę to jeszcze raz, bo autentycznie ich nie znoszę.Ble.
Monday, January 3, 2005
[edit: notka z dnia 01.01.05]
Chwilowo czuję się kompletnie odmóżdżona.Na dwie ostatnie doby spałam niecałe sześć godzin.Powieki same mi opadają, chyba będę zmuszona zastosować metodę "na taśmę" i przykleić je do brwi, albo wypiję pół litra kawy.Szatana.
Wyjazd do kumpla na działkę zakończył się nie tak, jak się spodziewałam, czy może raczej zakończył się tak, jak przewidywałam w jednym z najmniej optymistycznych scenariuszy.
Do Nowodworu dojechałam w czwartek koło godziny 15.00. Na miejscu byli już: kumpel z dziewczyną, jej siostra z chłopakiem i mój (ex) Brzydal. Załapałam się na późny obiad :) Z początku niby wszystko było w porządku.Gadaliśmy, graliśmy w karty, słuchaliśmy muzyki, oglądaliśmy pierdoły w telewizji.Wszyscy mili, sympatyczni. Pierwszy kryzys pojawił się w momencie ustalania kto gdzie będzie spał. Kumpel z delikatnością młockarki oznajmił mi, że śpię w pokoiku dziecinnym na dole, bo na górze wszystkie pokoje są już zajęte. "Sorry Winnetou, nie ma tam dla ciebie miejsca". Poczułam się jakby mi ktoś wymierzył siarczystego policzka. Całe szczęście, że uśmiech zespołowy mam opanowany do perfekcji
Przełknęłam.W sumie nie miałam innego wyjścia.
Gdzieś koło pierwszej trzydzieści towarzystwo zdecydowało się w końcu pójść spać.Na posterunku zostaliśmy tylko ja i Brzydal.Przez cztery kolejne godziny gadalismy.Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym aż w końcu i my zaczęliśmy padać na twarze.On poszedł na górę, ja do swojego pokoju na dole.Rozebrałam się, umyłam, położyłam do łóżka i wtedy dopadł mnie kryzys numer dwa. Łzy zaczęły mi płynąć strumieniem po policzkach.Leżałam i dosłownie się trzęsłam.Przez około czterdzieści minut nie mogłam tego opanować, dlatego wstałam i zaczęłam sprzątać.Poszłam pozmywać naczynia do kuchni, zamiotłam w pokoju.Do łóżka wróciłam gdzieś koło godziny szóstej. Niestety znowu nie udało mi się tak od razu zasnąć. Przewracałam się z boku na bok gdzieś do godziny siódmej.
W tym miejscu muszę Ci
podziękowaćza to, że pomimo późnej (albo wczesnej, zależy jak na to popatrzeć:)) godziny nie rzuciłeś słuchawką i cierpliwie wysłuchałeś mojej pokręconej gadaniny.Jesteś kochany :***
Przespałam niecałe trzy godziny.O godzinie dziesiątej zbudził mnie telefon.Nie mogłam otworzyć oczu, całe były pozalepiane śpiochami, poduszka była mokra.Widocznie ryczałam przez sen.
Na śniadanie strzeliłam sobie dwie kawy, bo inaczej nie byłabym w stanie normalnie funkcjonować. Reszta towarzystwa zwlokła się z łóżek koło godziny dwunastej.Niby wszystko wróciło do normy, ja jednak już nie potrafiłam się w tym odnaleźć.O godzinie trzeciej zadzwoniłam do Lublina po ojca, towarzystwu powiedziałam, że moja mama źle się czuje i muszę wracać do domu.Dobrze, że wymyśliłam takie a nie inne wyjaśnienie, bo koło godziny czwartej dopadł mnie kolejny kryzys, tylko tym razem mogłam się swobodnie wyalienować, zamknąc w pokoju i popłakać.Zaczerwienione oczy nikogo nie zdziwiły.
Do Lublina wróciłam koło godziny osiemnastej a o 19.30 byłam już na imprezie sylwestrowej u Pafcika i spółki.Bawiłam się naprawdę dobrze i w końcu na luzie, bez dwuznacznych sytuacji i dziwnych uwag.Ale o tym napiszę następnym razem.Teraz idę odsypiać.
Sunday, January 2, 2005
No i jadę.Za około dwie godziny.
Dlatego już dzisiaj
Thursday, December 30, 2004
No i podjęłam decyzję.Jadę na Sylwestra do kumpla na działkę.Zdaję sobie sprawę, że pcham się prosto w paszczę lwa i zapewne odcierpie swoje, ale trudno.Już dawno przekonałam się, ze jestem masochostką ;)
Tuesday, December 28, 2004
I'm in my bitchy mood.
Dlatego uważajcie.
MWAHAHAHAHAHAHAAHAHHAHAHAHAHA!
...
A poza tym nic nowego.
;)
Sunday, December 26, 2004
Szykuje mi się wysyp imprez tematycznych w rodzinie.
Mój brat cioteczny żeni się drugiego maja, z kolei jesienią wychodzi za mąż moja dwa lata starsza siostra cioteczna. Natomiast kolejna moja siostra cioteczna planuje ze swoim obecnym facetem drugie dziecko.
Z "niezrzeszonych" zostaniemy tylko ja i Grzesiek.
Wczoraj do mojej babci dotarło, że mam "już prawie dwadzieścia dwa lata" (!!!) i jeszcze nie sprecyzowałam swoich planów na przyszłość (czytaj: nie mam narzeczonego z serii "fura, skóra i komóra + mieszkanie") .Nie usłyszałam kazania bo babcia wolała chyba nie wywoływać kłótni w Boże Nadzodzenie.
Nic nie poradzę, że mam takie a nie inne poglądy na temat związków.
Sunday, December 26, 2004
Nie ma śniegu, nie ma mrozu, nie ma nastroju. To ostatnie nie wynika tak do końca z braku odpowiedniej pogody.Gdzieś w ferworze przygotowań do świąt, trzepania dywanów, pieczenia ciast, robienia sałatek zgubiłam świątecznego ducha.Poszedł sobie.Co z tego, że w kącie pali się choinka a z drzwi spogląda na mnie Mikołaj.Wszystko o dupę potłuc.
Tegoroczna Wigilia nie należała do najlepszych w moim życiu.Spędzilismy ją tylko we czwórkę: ja, mama, tata i babcia.Nie było uroczystego zasiadania do stołu, eleganckich strojów.Nikt nie miał na to ani siły ani ochoty.Babka (ze strony taty) wypięła się na nas i pojechała na wieś do kuzyna (Nie powiem, żebym za nią tęskniła), natomikast brat z rodziną spędzają święta w Pruszkowie.Moja mała bratanica ma anginę i nie jest wskazane wyciągać ją z domu i tłuc samochodem prawie dwieście kilometrów.
Zmieniając temat: pomalowałam sobie włosy.Musiałam pozbyć się zielonych pasemek pozostałych po poprzednim malowaniu bo wyglądałam jakbym się z Greenpeace urwała.Teraz przynajmniej mam na głowie jednolity brąz :)
Zważywszy na fakt, że głowę malowałam o godzinie pierwszej w nocy mozna to uznać za spore osiągnięcie ;)
Jeszcze tylko odrobinę je skrócę i będę w pełni usatysfakcjonowana.
W tym miejscu chciałabym podziękować pewnemu "ktosiowi", który dzień przed Wigilią włóczył się ze mną ponad trzy godziny po mieście, wysłuchał mojego ględzenia i dowartościował.Dzięki!Tego mi było trzeba :)
Saturday, December 25, 2004
I szczęśliwego Nowego Roku!!!
Friday, December 24, 2004
Moje kochanie po dwóch miesiącach z hakiem przebywania w nieco spontanicznym aczkolwiek stałym związku wczoraj stwierdziło radośnie, że do takowego się nie nadaje i musi sobie kilka rzeczy przemyśleć, pozbierać do kupy-innymi słowy: odnaleźć się, bo gdzieś pod koniec listopada się zgubiło.
Najśmieszniejsze było to, że w trakcie wygłaszania swojej przemowy nie dał mi dojść do głosu.Wtrąciłam tylko jedno zdanie, które zresztą nie wpłynęło w żaden sposób na dalszy przebieg monologu.Na zakończenie zostałam uraczona tekstem "Powróćmy do przyjaźni" co mnie ostatecznie rozbroiło.Po kim jak po kim ale po Brzydalu czegoś takiego bym się nie spodziewała.On, który tyle razy mówił mi, że nie istnieje coś takiego jak przyjaźń po związku teraz wymaga, żebym nagle pod wpływem jakiegoś magicznego "pstryk" zamieniła się z partnerki w przyjaciółkę.Super.
Egoista i egocentryk.Już dawno doszłam do takiego wniosku.W dodatku choleryk i wredota.
Proste i logiczne wydaje mi się, że gdy ma się problemy to usiłuje się je rozwiązać poprzez rozmowę, szuka się kompromisów a nie od razu wychodzi z założenia "nie zmienię się i nawet nie ma co próbować".
Tuesday, December 21, 2004
Oh whatever ^^
Friday, December 17, 2004
Jestem chora.Mam koszmarny katar i boli mnie gardło.W dodatku krzyż mnie boli i gryzę.
Zastrzelcie mnie >.< Wyświadczycie światu przysługę.
Za tydzień święta, zbliża się Sylwester a ja dalej nie mam konkretnych planów jak go spędzić.Jakoś nie mam ochoty na wieksze imprezy.Nie.Wogóle nie mam ochoty na imprezy.Na nic nie mam ochoty.Najchętniej zwinęłabym się w kłębek i schowała pod kołdrą.Brrrrrrr.
Tuesday, December 14, 2004
Powinnam się wymienić na lepszy model.
Saturday, December 11, 2004
Własciwie powinnam była wyedytować poprzednią notkę, ale jak to zwykle w moim przypadku bywa skończyło się na stwierdzeniu.
Chciałam sobie ponarzekać.A co!Nie będę oryginalna.Mam ochotę pisać o tym co aktualnie zalega mi na wątrobie ( z wyjatkiem oczywiście niestrawionych jeszcze resztek pokarmu) .
Dlatego dla dobra ogólnego proszę sobie darować kolejna część moich bazgrołów (o ile w przypadku pisania na klawiaturze komputera moża mówić o "bazgrołach" - Whatever) i udać się na spacer.Zajęcie napewno bardziej pożyteczne.
[edit}
[edit]
Problemy godne telenoweli brazylijskiej.Grrrr.
Friday, December 10, 2004
Nie chce mi się ich wymyślać, zresztą nigdy się zbytnio nie wysilałam a teraz pójdę na łatwiznę.Będę im po prostu nadawała numerki.
Ble, przeziębiłam się.Gardło mnie boli.Chyba.Nie jestem pewna bo jak do tej pory jest to niezdefiniowane uczucie ni to swędzenia, ni to drapania, ni to pieczenia.Damn.
Odebrałam prawo jazdy.I zaliczyłam juz nawet pierwszą jazdę z moim kochanym tatusiem.Efekt?Nigdy więcej nie wsiądę z nim do jednego samochodu.W życiu jeszcze nikt mnie tak nie zestresował, tak na mnie nie nawrzeszczał jak on dzisiaj.Jechałam prawidłowo, przestrzegając przepisów.Nikogo nie przejechałam, na nic nie najechałam, samochód ostał się cały, bez wgnieceń, stłuczeń, zarysowań.Ale mój tatuś i tak się przypiął do tego, że stojąc na światłach nie wrzucam "na luz" tylko trzymam samochód na sprzęgle.Gdy powiedziałam, że tak uczyli mnie jeździć tylko mnie wyśmiał.Rozryczałam się, zaparkowałam na najbliższym parkingu, wysiadłam i na piechotę wróciłam do domu.
Z nowinek bardziej optymistycznych: Moje kochanie dostało ode mnie w prezencie na Mikołaja prześlicznego, czteromiesięcznego kocurka o imieniu Leon.Mam teraz przynajmniej dodatowy powód żeby się tłuc autobusem na drugi koniec miasta ;)
Tęsknię za moim Filemonem.Autentycznie wpływał na mnie kojąco.Przed nim mogłam się wygadać - i chociaż zapewne wyda się to wszystkim głupie i dziecinne - miałam wrażenie, że on mnie rozumie. Wyczuwał moje nastroje.Gdy było mi źle, smutno, gdy nie było nikogo kto by mnie przytulił przychodził do mnie, zaczynał mruczeć, wcierać się w kolana.Fundował mi taką kocią terapię.
Kończę bo zaraz zacznę pisać o chusteczkach zamieniających się w zwierzątka, albo przewożeniu cukru przez Wisłę na grzbiecie wielkiego suma.
Friday, December 10, 2004
Zmiana laya teraz, notka później.
Tuesday, December 7, 2004